Babeszja – sezon na kleszcza

Wielkimi krokami zbliża się wiosna. Termometry za oknami od jakiegoś czasu wskazują dodatnie temperatury, a to znak, że żerować zaczynają, kryjące się w krzewach i trawach kleszcze. Pomimo niewielkich rozmiarów, mogą stanowić one wielkie niebezpieczeństwo zarówno dla nas, jak i dla naszych czworonogów.

 

Wraz z wkłuciem mogą one transmitować do krwi swoich ofiar groźne pierwotniaki, odpowiedzialne za wywoływanie tzw. chorób odkleszczowych. U ludzi najczęściej spotykamy się z odkleszczowym zapaleniem mózgu i boreliozą. U psów najpopularniejszą chorobą z tej grupy jest babeszjoza – wywoływana przez pierwotniaki z rodzaju babesia sp. Namnażają się one w krwinkach czerwonych, powodując ich rozpad, a tym samym ciężką anemię hemolityczną i śmiertelne zagrożenie dla życia zwierzęcia.

 

Choroba ta jest tym bardziej podstępna, że jej objawy są niespecyficzne. Pies staje się apatyczny, nie chce jeść i ma gorączkę. Dopiero w późniejszym stadium może pojawić się żółtaczka i ciemne zabarwienie moczu. Wtedy leczenie jest już trudne, długotrwałe, a rokowanie ostrożne.

 

Dlatego pamiętajmy, by po każdym spacerze dokładnie obejrzeć psa, gdyż kleszcz transmituje pierwotniaki już w ciągu kilku godzin od wkłucia. Oczywiście „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Na rynku jest wiele preparatów – krople spot-on, tabletki i obroże, różniących się czasem działania. Żaden preparat nie zapobiega w 100% zakażeniu, ale znacząco zmniejsza ryzyko zachorowania.

 

Pamiętajmy też, by dla własnego bezpieczeństwa, nie wyciągać kleszczy gołymi rękami, tylko specjalnymi 'kleszczołapkami’. Jeśli sami się boimy lub nie potrafimy tego zrobić, udajmy się do lecznicy.

 

Jeśli po kilku dniach od znalezienia u psa kleszcza, zauważymy, że jest on smutny i nie chce się bawić, niezwłocznie udajmy się do lekarza weterynarii, który zleci badania krwi w celu potwierdzenia lub wykluczenia tej jednostki chorobowej.

 

Lek.wet. Małgorzata Miłosz